tel. 61 81 87 550
Piękno jest w Tobie

Jej się udało

Zrzucić 25 kilogramów to nie lada wysiłek, a jednak udało mi się. Od dziecka sporo ważyłam, a rodzice nie dbali o mój wygląd. Najważniejsze, abym była rumiana, zdrowa i “dobrze” odżywiona.

Mając 14 lat, przy wzroście 173 centymetrów ważyłam 86 kilogramów. Doskonale wiedziałam wtedy, że jestem nieco pulchniejsza, jadłam dużo i nigdy nie umiałam powiedzieć sobie “stop”. W domu zły przykład dawał mój ojciec, który do dziś jada kilka razy dziennie spore posiłki. Moim drugim, równie “złym” domem był dom mojej ciotki, a jednocześnie mamy chrzestnej. Ciocia niezwykle dobrze i smacznie gotowała, a jeszcze lepiej piekła. Uwielbiałam jej zupy zabielane sporą ilością mąki i torty z dużą masą kremową. Pochłaniałam wtedy też spore ilości lodów. Do upadłego. I co mi z tego zostało– same zmartwienia.

Stałam się dorastającą dziewczyną, która zamiast interesować chłopców, wzbudzała ich śmiech i szydercze docinki. No cóż. Zawsze byłam inna. Chodziłam do innej szkoły niż osiedlowe koleżanki, dużo czytałam, grałam na kilku instrumentach muzycznych, dobrze pływałam i jeździłam na łyżwach. Byłam silna fizycznie, inteligentna, no i miałam cudowne, długie, czarne włosy.

Nadszedł czas szkoły średniej. W liceum uczyłam się dobrze. Zdobywałam wiedzę i dobre stopnie. Jakoś mnie tolerowano. Byłam dobrą koleżanką i świetną “kumpelą”, na którą zawsze można było liczyć. Dziewczyny chętnie przyjaźniły się ze mną, ale chłopcy… Było mi źle. Często łzy i chwile refleksji wypełniały moje samotne wieczory. Postanowiłam więc coś zmienić. Dodatkowym bodźcem do zmian była zaczynająca się dyskopatia kręgosłupa piersiowego. Spowodowana znacznymi bólami wizyta u ortopedy stała się początkiem “nowej mnie”. Wystarczyło tylko jedno, ale jakże bolesne stwierdzenie mojego doktora: “Albo zrzucisz minimum 15 kilogramów, albo czeka cię wózek inwalidzki”. Tego wieczoru i nocy dużo rozmyślałam. Nie mogłam zasnąć. “Jak to, mam dopiero 15 lat i mam do końca życia być kaleką? NIGDY”. No i… zaczęło się. Bieganie, ćwiczenia fizyczne, zmiana diety. Odstawiłam słodkie, tłuste, mączne i obfite pokarmy. Liczyłam kalorie zjadane w czasie dnia. Tylko 1000 kcal i ani jednej więcej. Moje koleżanki i koledzy wspierali mnie w moich zmaganiach. Podczas spotkań imieninowych czy urodzinowych, gdy wszyscy objadali się tortami i lodami, dla mnie zawsze stał przygotowany spory talerz owoców. Nie było łatwo zmienić swoich przyzwyczajeń. Do 18. roku życia udało mi się zgubić “gdzieś z kroplami potu” 22 kilogramy. Nie była to utrata w krótkim czasie, ale trwała. Po rozpoczęciu nauki na studiach ważyłam już tylko 64 kilogramy. Według opinii innych wyglądałam dobrze. Zaczęli interesować się mną chłopcy i w zasadzie wszystko było OK. Ja jednak nie byłam zadowolona z kształtów swojego ciała. W lustrze widziałam tylko zbyt masywne łydki (po intensywnej grze w koszykówkę i biegach), niezbyt szczupłe uda i kolana. Największym moim zmartwieniem był mały brzuszek, a raczej nieco obwisły mały brzuszek. Na pewno nie miałam wymiarów idealnych, dających mi jakiekolwiek szanse w wyborach miss czy debiutach modelek. Zmieniłam wtedy zestaw ćwiczeń, skupiając bardziej swoją uwagę na tych właśnie partiach ciała. Mój ówczesny harmonogram to siłownia, owoce, warzywa i woda. Mając 25 lat i wzrost 174 centymetry, osiągnęłam wagę 56 kilogramów. Nogi długie i zgrabne, z widocznymi kilkoma tzw. prześwitami, brzuszek płaski, a nawet wklęsły. Wszystko idealne. Jednak po kilku miesiącach mój entuzjazm został nieco zachwiany, a powodem było pojawienie się zmian hormonalnych. Nie przeczę, że mocno się wystraszyłam. Nie miałam ochoty chorować na anoreksję, a tym bardziej umrzeć z głodu. Tego samego dnia poszłam z koleżanką na olbrzymi deser lodowy z jeszcze większą ilością bitej śmietany.

Zbyt duża utrata tkanki tłuszczowej powoduje obniżenie produkcji hormonów żeńskich i zaburzenia miesiączkowania. Chciałam być szczupła, ale nie za cenę pozbawienia swojego ciała kobiecości. Szybko odzyskałam nadmiernie utracone kilogramy i ustabilizowałam swoją wagę na 60 kilogramach. Na szczęście wszystko wróciło do normy i nie wymagałam pomocy ginekologa, endokrynologa czy psychiatry. Zmuszona byłam pogodzić się z moimi “dobrze zbudowanymi” kolanami, udami i brzuszkiem.

Mając już 28 wiosen na karku, przeczytałam kilka artykułów na temat odsysania tkanki tłuszczowej. Media rozpisywały się o zabiegu liposuction, a telewizja często prowadziła wywiady z pacjentkami, które poddały się temu zabiegowi. I ja w tym zabiegu zobaczyłam dla siebie pewną szansę: “Może to rzeczywiście jest wyjście?” Nikomu nic nie mówiąc, umówiłam się z chirurgiem na konsultację. Ku mojemu zdziwieniu pan doktor nie wyśmiał mnie. Zgodził się ze mną, że z niektórych okolic ciała żadnymi sposobami (dietą i ćwiczeniami) nie uda mi się usunąć nadmiaru tkanki tłuszczowej. Jedynym skutecznym sposobem jest jej chirurgiczne usunięcie za pomocą odsysania.

Zdecydowałam się. Po zabiegu przez kilka tygodni musiałam nosić specjalny elastyczny strój, którego zadaniem było modelowanie skóry do mojej nowej sylwetki. U osób młodych skóra jest jędrna Jolanta przed i 4 miesiące po zabiegu liposuction bioder, ud i kolan i elastyczna, dlatego bardzo łatwo poddaje się takiemu modelowaniu. W pierwszych dniach w odsysanych miejscach czułam pieczenie, swędzenie oraz delikatny ból. Najgorsze były noce. Ułożenie ciała tak, aby nie uciskać miejsc operowanych, było niezwykle trudne. Dodatkowe spodnie też nie należały do najwygodniejszych. No, ale kiedy chce się być ładnym i zgrabnym, trzeba pocierpieć. Przez tydzień codziennie oglądając się w lustrze, widziałam tylko siniaki, które zmieniały swoje kolory, —wykorzystujący głównie granat, zieleń i żółć z tęczowej palety barw. Cierpienia zakończyły się dość szybko. Już po kilku dniach mogłam powrócić do swoich zajęć i pracy. Po 10 dniach, pomimo niewielkiego opuchnięcia okolic operowanych, widziałam zmiany. Byłam bardzo zadowolona. Ostateczny efekt zgodnie z zapowiedzią doktora można było ocenić dopiero po 6 tygodniach. Nic już nie bolało, a ciało było miękkie, zaś jego kształty nowe i jakże piękne. Tylko kilka mało widocznych blizn po nacięciach skóry przypominało mi o przebytym zabiegu operacyjnym.

“Gdyby teraz zobaczyli mnie wszyscy ci, którzy jeszcze tak niedawno śmiali się z mojej otyłości” – myślałam.

Obecnie nie “katuję” już mojego ciała. Ważę tyle, ile chcę (ok. 62 kilogramów) i jem wszystko, na co mam ochotę, z jednym tylko zastrzeżeniem: “w rozsądnych ilościach”. Jestem zadowolona z mojego wyglądu. A chłopcy (teraz już mężczyźni), którzy kiedyś mi dokuczali, teraz zabiegają o moje względy.

Dzięki tym zmianom nastąpiła we mnie olbrzymia przemiana wewnętrzna. Stałam się bardziej pogodna i pozbyłam się kompleksów. Nie muszę już patrzeć pod nogi, idąc ulicą, lecz śmiało mogę unieść głowę do góry i krzyczeć:

UDAŁO MI SIĘ!

Jolanta

Dowiedz się więcej na temat: Leczenie nadwagi