tel. 61 81 87 550
Piękno jest w Tobie

To nie tylko męska sprawa

Włosy dodają nam odpowiedniego wyrazu i charakteru. Są naszą ozdobą. Dla każdego mężczyzny włosy to atrybut męskości. Jednak brak włosów lub rzadkie włosy w obrębie głowy są dość dotkliwym problemem również i dla kobiet.

Włosy dodają nam odpowiedniego wyrazu i charakteru. Są naszą ozdobą. Dla każdego mężczyzny włosy to atrybut męskości. Posiadanie ich w odpowiedniej ilości i dobrym stanie daje poczucie wartości i poprawia samopoczucie. Jednak brak włosów lub rzadkie włosy w obrębie głowy są dość dotkliwym problemem również i dla kobiet.

Jak dobrze sięgam pamięcią, kobiety w mojej rodzinie miały zawsze rzadkie włosy. Już gdy byłam mała dziewczynka, wszyscy zwracaliśmy uwagę na liche włosy babci ze strony mamy. Początkowo w latach swojej młodości nosiła ona piękny kok. Często oglądałam zdjęcia, gdy była młodą i piękną kobietą z pokaźnym, mocno upiętym koczkiem, Wydawało mi się, ze ma cudowne długie włosy, jednak rzeczywistość pokazała coś innego. Kiedyś miałam okazję zobaczyć ją w rozpuszczonych mokrych włosach bezpośrednio po ich umyciu. Niestety, nie zdążyła ukryć przede mną mysiego ogonka, który umiejętnie zawijała wokół głowy i czoła, co dawało efekt dobrej gęstości. A fale i loczki szczelnie przykrywały zauważalne już przerzedzenia.

Z opowiadań mamy wiem, ze gdy przyszłam na świat, a miało to miejsce 32 lata temu, nie grzeszyłam bujna czupryna. Rodzice martwili się, bo dość długo byłam łysa. Wszyscy postronni obserwatorzy, koleżanki mamy i sąsiadki, oglądając mnie w wózeczku, byli przekonani, że jestem chłopcem. Fakt ten spędzał sen z oczu rodziców. Bali się, że będę całkowicie pozbawiona włosów na głowie lub będą one strasznie słabe i rzadkie, jak u babci. Jednak po roku włoski pojawiły się i z każdym dniem były coraz dłuższe i coraz silniejsze. W przedszkolu, co zostało udokumentowane na fotografiach (w tamtych czasach były to fotografie czarno-białe), miałam ciemne, długie włosy, które nosiłam rozpuszczone lub mama upinała je w dwie kitki, przykrywające uszy. W szkole podstawowej i w liceum również nie miałam kłopotów z nadmiernym ich wypadaniem. Nosiłam długie do pasa, kręcone włosy, wzbudzające podziw i zazdrość. Wielokrotnie koleżanki i koledzy wołali za mną “czarownica”, a nauczyciele zmuszali mnie do mazania włosów w koński ogon. Wtedy problem łysienia dla mnie nie istniał. Nawet nie spodziewałam się, że ta choroba może mnie kiedykolwiek dotknąć. Cudowne włosy byty moja duma. Dbałam o nie, myłam, używając najlepszych szamponów i odżywek, nie suszyłam ich suszarka, ponieważ suche, gorące powietrze nadmiernie wysusza i niszczy łodygi włosów. Starałam się nie wiązać ich i nie upinać, by nie niszczyć mechanicznie.

Problem łysienia pojawił się na studiach. Nieregularny tryb życia oraz nieregularne i nieodpowiednie żywienie. Głównie dieta węglowodanowa i bogato-tłuszczowa, oparta na fast foodach i coca-coli. To, co szybko i dość tanio można było zjeść na mieście w przerwie pomiędzy zajęciami. Poza tym duża liczba zajęć i spora ilość nauki, często po nocach, niewyspanie i stresy z powodu trudnych egzaminów przyczyniły się do nadmiernego wypadania moich włosów. W początkowym okresie to mama zauważyła, że coraz więcej włosów zbiera z podłogi w trakcie cotygodniowego sprzątania. Jakoś nie przejęłam się tym zbytnio. Pocieszałam Je i siebie, że Jeden mój długi włos to jak 4 do 5 krótkich. Stad moich Jest optycznie więcej niż włosów jej, ojca czy mojego brata. Wszyscy oni zawsze nosili krótkie fryzurki. Podświadomie Jednak stałam się bardzo wrażliwa na punkcie włosów. Myłam je z reguły raz w tygodniu i niestety z niepokojem obserwowałam wannę i grzebień, czy aby nie znajduje się na nich zbyt dużo włosów. Od tej chwili nie pozwalałam nikomu ich dotykać. Nie lubiłam, gdy mama czy mój chłopak głaskali mnie po włosach czy przeczesywali je palcami. Przestałam też zaglądać do salonów fryzjerskich. Robiłam przy nich wszystko sama, łącznie z podcinaniem. W ostatnim roku studiów nadmiar stresów spowodował, że schudłam parę dobrych kilogramów. Trochę się ucieszyłam, ponieważ nie należałam do osób zbyt chudych, lecz moja radość trwała krótko. Utrata wagi ciała objawiła się po kilku miesiącach również utraty owłosienia na głowie. Z przerażeniem zauważyłam, dokładnie oceniając stan owłosienia głowy, że znacznie przerzedziły mi się włosy na skroniach i czole, aż do szczytu głowy. Bardzo zmartwiłam się tym faktem. Myślałam wtedy, że przyczyny należy szukać właśnie w stylu żyda, które prowadziłam w ostatnich latach.

W tym okresie zakończyłam studia i rozpoczęłam pracę zawodowa. Zmieniłam dietę. Zjadałam spore ilości warzyw i owoców. Wolny czas spędzałam, wysypiając się i relaksując, jednak zmiana trybu życia nie poprawiła stanu owłosienia głowy. Zdecydowałam się ściąć włosy na krótko, ale to również nie dało pożądanego efektu. Przypomniałam sobie wtedy moje babcię i jej problem. Załamałam się. Po poradę zwróciłam się do mojej serdecznej koleżanki, która Jest lekarzem dermatologiem, a ona poradziła mi udać się do specjalisty zajmującego się przeszczepianiem włosów. Wiedziała tak jak ja, że żadne odżywki, mazidła czy płyny nic tu nie pomogę.

Zanim skorzystałam z rady koleżanki, poszukałam i poczytałam na ten temat w Internecie. Istniały tylko dwie możliwości, chirurgicznego lub niechirurgicznego leczenia wypadania włosów. Niechirurgiczne, polegające na dopasowaniu odpowiedniej treski czy peruki, odpadało na samym wstępie. Zainteresowała mnie metoda leczenia chirurgicznego. W Polsce znalazłam kilka adresów klinik zajmujących się leczeniem łysienia za pomoce przeszczepu włosów pobranych z tyłu głowy, okolicy potylicznej. Trochę z ciekawości, a trochę za namowę moich najbliższych pojechałam na pierwsza, wstępne rozmowę z chirurgiem wykonującym tego typu zabiegi. Podczas rozmowy wyjaśniłam powód mojej wizyty i zasugerowałam możliwość występowania łysienia u kobiet w mojej rodzime. Doktor po obejrzeniu moich włosków mógł dokładnie ocenić ich gęstość i stan przerzedzenia oraz Jak przebiegałoby ewentualne chirurgiczne leczenie. Konsultacja trwała prawie godzinę. W jej trakcie dowiedziałam się, jakie są najczęstsze przyczyny łysienia u kobiet i jakie są możliwości leczenia metodę przeszczepu włosów. Zostałam poinformowana, że najpierw muszę mieć pewność, czy moje łysienie nie jest przypadkiem spowodowane zaburzeniami endokrynologicznym bądź nawet guzem przysadki czy nadnerczy. Otrzymałam skierowanie do endokrynologa i zapewnienie, że Jeśli wykluczy on choroby układu hormonalnego, to mogę liczyć na pomoc chirurga. Chcąc nie chcąc, udałam się na konsultację do specjalisty od hormonów. Pobierano mi krew w różnych okresach cyklu miesięcznego. Ostatecznie okazało się, ze mój układ hormonalny funkcjonuje prawidłowo i ze nie tu tkwi przyczyna moich problemów z włosami. Z taka diagnoza powróciłam do kliniki zajmującej się transplantacja włosów. Tu dowiedziałam się, że w moim przypadku należałoby wykonać ok. 1500 przeszczepów podczas pierwszego zabiegu. Po okresie sześciu miesięcy, kiedy włosy zaczną już rosnąć, należałoby się zastanowić nad ewentualnym kolejnym zabiegiem i liczba potrzebnych przeszczepów, by uzyskać możliwie maksymalna gęstość włosów na głowie. Z gabinetu wyszłam bardzo zadowolona. fest jednak cień szansy, by mój problem przestał istnieć. Jeżeli poddam się takiemu procesowi leczenia, znów będę miała ładne włosy. Nie tak gęste, jak kiedyś, ale też nie tak rzadkie, jak teraz. Hmm… Długo myślałam, czy zdecydować się na ten krok. jednak widok w lustrze moich lichych “piórek” pomógł mi podjąć ostateczny decyzję.

Natalia przed i po zabiegu przeszczepu włosów

Natalia przed i po zabiegu przeszczepu włosów

Do kliniki zadzwoniłam następnego dnia z samego rana. Umówiłam się na zabieg. Przed wyznaczonym terminem musiałam wykonać podstawowe badania krwi, poddać się szczepieniom przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby i zastosować się do przesłanych zaleceń. Na tydzień przed operacja nie wolno było zażywać aspiryny, a na dwa dni przed nie wolno było pić kawy i alkoholu. Ostatniej nocy przed spotkaniem prawie wcale nie spalam, byłam tak podekscytowana. Rano podjechałam samochodem pod bramę kliniki. Umieszczono mnie w dwuosobowym pokoju z łazienka, byłam jedyna kobieta operowani} tego dnia. Po godzinie znalazłam się na sali operacyjnej. Zabieg przeprowadzał znany mi z wcześniejszej konsultacji chirurg, któremu towarzyszyły dwie pielęgniarki – instrumentariuszki. Z zabiegu pamiętam przyjemna muzykę, miłą atmosferę i kilka drobnych ukłuć w skórę głowy w celu znieczulenia okolic operowanych. Po zabiegu założono mi opatrunek na całą głowę. Do wieczora miałam czas wolny dla siebie. “Strach ma wielkie oczy” – to bardzo mądre i prawdziwe zdanie. Przed wejściem na salę zabiegowy strasznie się bałam. Przede wszystkim obawiałam się bólu i wszelkich nieprzyjemnych doznań, a z drugiej strony, nie do końca byłam pewna skuteczności tego zabiegu.

Następnego dnia rano zdjęto mi opatrunek. Widok był dość nieciekawy. Wśród swoich włosów zauważyłam liczne drobne czerwone strupki. Z tylu głowy odczuwałam lekkie pozalewanie i napięcie. Ułożyłam więc pozostałe włosy tak, by jak najmniej widać było ślady przebytej operacji. Na głowę zarzuciłam kolorowa chustkę i wyruszyłam w drogę powrotną do domu.

Kolejne dni były okropne. Nie z powodu dolegliwości bólowych, ale z powodu opuchlizny na czole i powiekach, Wyglądałam tak, jakbym dostała kilka solidnych ciosów od męża. Na szczęście przez tydzień mogłam pozwolić sobie na niewychodzenie z domu, a obrzęk czoła ustąpił. Po siedmiu dniach pojechałam do kliniki na kontrolę w celu usunięcia szwów z tyłu głowy. Strupki były jeszcze gdzieniegdzie widoczne, lecz z każdym dniem ich ilość malała. Po kilku kolejnych dniach, gdy wszystkie strupki odpadły, wyglądałam jak przed zabiegiem. Zaczęłam się nawet martwić, że nic z tego nie będzie i przeszczepione włosy się u mnie nie przyjmą. Zgodnie z zaleceniem doktora, starałam się być cierpliwa. I opłacało się. Po trzech miesiącach skóra przestała już tak niemiłosiernie prześwitywać przez przerzedzenia. Oczywiście musiałam jeszcze trochę poczekać, aż włosy urosną, ale efekt był już zauważalny. Byłam szczęśliwa i cieszyłam się jak małe dziecko. Z tej okazji wraz z mężem wypiliśmy butelkę szampana.

Minęło pól roku. Włosy przeszczepione rosły tak samo szybko jak pozostałe. Zdążyłam być już u fryzjera, by je trochę podciąć i wyrównać. Byłam ciekawa, czy zorientuje się, że Jestem po zabiegu przeszczepu włosów. Ale nic nie zauważył. Czułam się cudownie. Pojechałam więc ponownie do znanej mi już wcześniej kliniki. Po obejrzeniu moich włosów doktor zasugerował jeszcze jeden zabieg, również w liczbie 1500 przeszczepów. Dzięki niemu uzyskam większy gęstość włosów na głowie. Tym razem zdecydowałam się bez dłuższego zastanawiania. Drugi zabieg przebiegał podobnie jak pierwszy. Tylko ja byłam spokojniejsza i bardziej ufna co do stosowanej metody.

Teraz minęły już dwa lata od sobotniego, pogodnego ranka, gdy po drugim zabiegu opuszczałam klinikę. Może nie mam bujnej czupryny jak za młodych lat, ale włosy rosną bardzo ładnie. Zmieniłam w międzyczasie uczesanie. Włosy nie stanowią już dla mnie problemu. Nie boję się też zaciekawionego wzroku przechodniów ani zrozpaczonej miny fryzjera, zdającej się mówić: “I co ja mam zrobić z tymi piórkami na Pani głowie?”. Nie chowam już głowy pod chustką czy czapką. Najważniejsze dla mnie jest moje dobre samopoczucie i poprawa stanu psychicznego. I kto by pomyślał, że łysienie to nie tylko męska sprawa?

Dowiedz się więcej na temat zabiegu: Przeszczep włosów