tel. 61 81 87 550
Piękno jest w Tobie

Marzenie do spełnienia

Czy długie włosy mogą pomóc rozwiązać mój problem? Czy istnieje jakiś klej, którym można by przykleić uszy? Skąd bierze się defekt odstających uszu?

To kilka spośród wielu pytań, które zadawałam sobie przez cały okres mojego dzieciństwa. Odkąd pamiętam, zawsze nosiłam długie włosy. Do szkoły najczęściej mama wiązała mi je w lu.ną kitę spadającą na plecy i przyozdabiała dużą kokardą. Starała się w ten sposób zamaskować moje odstające małżowiny uszne. Poza szkołą, jeśli tylko mogłam, nosiłam je rozpuszczone. Jako dziecko uwielbiałam pływać. Naukę pływania rozpoczęłam już w wieku czterech lat. A zajęcia na basenie miałam kilka razy w tygodniu. Już w wieku 6 lat zaczęłam pływać wyczynowo w klubie sportowym. Pływanie sprawiało mi olbrzymią radość. Poza tym nikt nie widział wtedy moich uszu, gdyż były one przykryte czepkiem. Najbardziej nieprzyjemną chwilą było dla mnie suszenie włosów. Bałam się, że któraś z koleżanek może zobaczyć moje uszy i śmiać się ze mnie, a to sprawiłoby mi ogromną przykrość i być może spowodowało zrezygnowanie z dalszego pływania. Mama jednak starała się temu zapobiec. Zaraz po zajęciach biegła za mną do szatni i w kąciku szybciutko suszyła moje włosy. W szkole natomiast na zajęciach wychowania fizycznego nosiłam kolorowe opaski z froty. W Polsce było niezwykle trudno je kupić. Pamiętam, że dostałam je od kuzynki mieszkającej w Austrii.

Układanie, wiązanie i szczotkowanie włosów było dla mnie udręką, szczególnie po zajęciach na basenie. Marzyłam o krótkiej fryzurce. Mało włosów, mało pracy. Pragnęłam wyrzuć wszystkie gumki do włosów, klamry, spinki i opaski. Pomimo tego, że włosy miałam długie, ciemne i kręcone, nie lubiłam ich.

I tak doszłam do końca ósmej klasy. W ostatnim roku szkoły podstawowej duża liczba obowiązków pozwoliła mi zapomnieć o moim problemie. W pewnym stopniu pogodziłam się też z takim wyglądem twarzy. Myślałam, że tak mnie natura obdarzyła i muszę to zaakceptować. Jedni są grubi, inni chudzi, jedni o rudych włosach i piegowatej twarzy, inni muszą nosić okulary. Wszystko to dla innych dzieci zawsze staje się powodem do wyśmiewania. “No to trudno” – myślałam wtedy sobie. Będę miała odstające uszy. Zdążyłam się już do nich nawet przyzwyczaić.

Angelika przed korekcją i po korekcji uszu

Angelika przed korekcją i po korekcji uszu

Aż pewnego dnia po południu, kiedy w domu wszyscy zasiedliśmy do obiadu, rodzice poruszyli problem moich udręczeń. Zapytali mnie, czy gdyby można było coś poprawić w moich uszach, chciałabym to zrobić. Przyznam się, że trochę mnie to zdziwiło i wystraszyło. Wcześniej wiele razy pytałam ich o możliwości korekty, lecz zawsze spotykałam się z negatywną odpowiedzią. Słysząc teraz taką propozycję, zastanawiałam się tylko nad kosztami ewentualnego zabiegu. Zapytałam ich, czy mówią o Polanicy Zdroju. Rodzice zaprzeczyli. Dowiedzieli się, że istnieje możliwość wykonania takiego zabiegu operacyjnego również w naszym mieście. Wcześniej telefonicznie uzyskali informacje na temat samego zabiegu i jego kosztów. Zaproponowali mi, abyśmy razem udali się na konsultację do chirurga. Długo nie namyślając się, wyraziłam zgodę. Po kilku dniach od tej rozmowy siedzieliśmy w poczekalni przed gabinetem chirurgicznym. Pan doktor poprosił nas do środka, obejrzał moje “tragiczne” małżowiny uszne i opowiedział, na czym polega zabieg oraz co mnie czeka po zabiegu. Na pytanie, czy chcę poddać się operacji, natychmiast odpowiedziałam “TAK” i gdyby było to możliwe, zostałabym w klinice od razu. Pan doktor jednak zasugerował okres wakacyjny. Czas wakacji letnich był korzystniejszy z dwóch powodów. Po pierwsze, nikt z koleżanek i kolegów nie będzie widzieć mnie w opatrunku. A po drugie, w nowej szkole, którą rozpocznę od września, nowe koleżanki i nowi koledzy będą znali mnie już z ładnymi uszami. “To idealny pomysł” – pomyślałam. Okres oczekiwania na wakacje był najdłuższym w moim życiu. W tym czasie obejrzałam kilkanaście katalogów z fryzurami. Wszystkie były cudowne, lecz mnie interesowały tylko te z krótkimi włosami. Nadszedł wreszcie upragniony koniec roku szkolnego. W dzień zakończenia po południu udałam się wraz z mamą do kliniki na zabieg. W poczekalni przyjęła mnie pielęgniarka, która podała pidżamę do przebrania i kapsułkę antybiotyku doustnie. Po ok. 10 minutach zaprowadzono mnie do sali zabiegowej. W tym momencie nogi mi się ugięły i poczułam strach. Jednak chęć skorygowania uszu była silniejsza od niepokojów związanych z czekającym mnie za chwilę zabiegiem. Operacja była przeprowadzona w znieczuleniu miejscowym. Pan doktor o wszystkim mnie informował i często pytał, czy u mnie wszystko w porządku. “Wszystko dobrze” – odpowiadałam. Poczułam kilka zastrzyków i po chwili ucho było drętwe. Od tego momentu zupełnie nic nie czułam. Było słychać miłe rozmowy, przyjemną muzykę i delikatne postukiwania narzędzi. Po 45 minut prawe ucho było już gotowe. Obrócono moją głowę na drugi bok i zabieg przebiegał dalej. Znów poczułam kilka nieprzyjemnych ukłuć igłą. Po zabiegu założono mi na głowę opatrunek i bandaż elastyczny. Było już po wszystkim. Żałowałam wtedy, że wcześniej nie poddałam się temu zabiegowi. Poszłam się przebrać, a na mojej twarzy malował się uśmiech. Dostałam wodę do picia i dwie tabletki przeciwbólowe.

I tak zapakowana wróciłam do domu. Całe szczęście, że mama zamówiła taksówkę, a na zewnątrz było już trochę szaro. Pod domem nie spotkałam nikogo z sąsiadów ani żadnej koleżanki. Nie chciałam, by mnie ktoś zobaczył. Wszystkim mówiłam wcześniej, że wyjeżdżam na tydzień do rodziny, na wakacje. Przez cały tydzień chodziłam w opatrunku. Musiałam w nim spać i nie mogłam umyć włosów. W pierwszym dniu nic mnie nie bolało. Na drugi i trzeci trochę pobolewały mnie uszy. Pan doktor uprzedził mnie, że mogę trochę cierpieć. No trudno, wytrzymam. Perspektywa nowej fryzurki podtrzymywała mnie na duchu. I tak minął tydzień. Nareszcie będę mogła zobaczyć efekt zabiegu i umyję włosy. W klinice zdjęto mi opatrunek i podano do ręki lusterko. Popatrzyłam i… “Ojej, jak ładnie” – krzyknęłam i rzuciłam się panu doktorowi na szyję. Nie posiadałam się z radości. Ucałowałam doktora i pobiegłam do mamy. Rzeczywiście, efekt był bardzo ładny. Na koniec dowiedziałam się, że jeszcze przez dwa miesiące będę musiała spać w takiej opasce, jaką kiedyś nosiłam podczas zajęć wychowania fizycznego. Po tygodniu poszłam do fryzjera. ścięłam włosy i zrobiłam superkróciutką fryzurkę. Byłam szczęśliwa. Koleżanki i koledzy, których spotkałam po kilku kolejnych dniach, zupełnie mnie nie poznali. We wrześniu poszłam do nowej szkoły. A tam nikt nie wyśmiewał się z moich odstający uszu, bo nie były one już odstające. Spełniły się więc moje marzenia… A jednak marzenia się spełniają!

Angelika

Dowiedz się więcej na temat zabiegu: Korekcja uszu