tel. 61 81 87 550
Piękno jest w Tobie

Czy długotrwały lot samolotem jest bezpieczny?

Zespół zatorowości żylnej połączony z zatorem płucnym jest szczególnie niebezpieczną jednostką chorobową. Każdego roku w Stanach Zjednoczonych odnotowuje się 600 000 przypadków tego rodzaju schorzenia. Co gorsza, aż jedna trzecia przypadków kończy się zejściami śmiertelnymi! Coraz częściej opisuje się tam wystąpienie zatorowości po długotrwałych podróżach samolotem.

Podobne statystyki pochodzą z lotnisk europejskich. W ciągu ostatnich 3 lat było aż 61 nagłych zgonów pasażerów przybyłych na lotnisko Heathrow w Londynie. Równie niepokojąca jest analiza nagłych zgonów na lotnisku Charlesía de Gaulleía w Paryżu – w latach 1993-2000 aż 56 pasażerów spośród 135,29 mln miało zator tętnicy płucnej. Są to oczywiście skrajne przypadki, które stanowią jedynie niewielki procent tych pasażerów, u których występuje zator płucny mniejszego obszaru, co bardzo często jest nierozpoznawalne.

Istnieje szereg czynników zwiększających ryzyko wystąpienia tego groźnego zespołu. Są nimi m.in.: wiek powyżej 40 lat, ciąża, płeć żeńska, terapia hormonalna (leki antykoncepcyjne), otyłość, choroby serca, choroby nowotworowe, obciążenie genetyczne, palenie tytoniu, mnogie złamania i urazy, długotrwałe zabiegi operacyjne przeprowadzane w znieczuleniu ogólnym.

W 1954 roku pojawiło się doniesienie w “New England Journal of Medicine” opisujące wystąpienie zatorowości żylnej po długotrwałej podróży samolotem. W 1977 r. dwóch angielskich uczonych, Symington i Stack, zaproponowało termin economy class syndrom na określenie zespołu objawów występujących po długotrwałym locie samolotem. Zwrócili uwagę na niedogodności wynikające ze zbyt małego rozstawu foteli w klasie ekonomicznej (79-81 cm), co sprawia, że pasażer przebywa przez wiele godzin nieomal bez ruchu, ze zgiętymi kolanami i z uciskiem krawędzi
fotela na dół podkolanowy.

Od tego czasu pojawiło się wiele doniesień zarówno naukowych, jak i prasowych informujących o niebezpieczeństwach związanych z długotrwałym przebywaniem w pozycji siedzącej. Wnikliwa obserwacja wykazała, że zatorowość żylna występuje także po długotrwałej podróży samochodem i koleją. Nie omija także pasażerów klasy biznes.

Jaskrawym przykładem jest przypadek prezydenta Stanów Zjednoczonych Richarda M. Nixona, który cierpiał na zakrzepicę głębokich żył lewej kończyny dolnej już od 1965 r. Jednak choroba szczególnie nasiliła się w 1974 r. po długotrwałej podróży lotniczej. I na nic zdały się tu wygody prezydenckiego Air Force One. Od tego czasu prezydent cierpiał na tę chorobę i miał wiele nawrotów.

Skala zagrożenia pasażerów spowodowała, że w marcu 2001 r. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) i Międzynarodowa Organizacja Transportu Lotniczego (International Airline Transportation Association) zainicjowały wspólnie długofalowe badania nad przyczynami powstawania zatorowości żylnej. Obejmują one trzy zasadnicze elementy związane z tą jednostką chorobową: epidemiologię, patofizjologię i przebieg kliniczny.

Określono trzy zasadnicze przyczyny odpowiedzialne za występowanie zatorowości żylnej u pasażerów linii lotniczych. Są nimi:

  1. Długotrwałe unieruchomienie w wymuszonej pozycji, powodującej uciski żył podkolanowych.
  2. Odwodnienie spowodowane niedostateczną podażą płynów, serwowaniem napojów alkoholowych i obniżoną wilgotnością powietrza w kabinie pasażerów (czynniki te bardzo szybko doprowadzają do zagęszczenia krwi, co sprzyja rozwojowi zakrzepicy wewnątrz naczyń żylnych).
  3. Zła jakość powierza w kabinie pasażerów cechująca się małą wilgotnością i obniżonym ciśnieniem parcjalnym tlenu, co powoduje mniejsze wysycenie krwi tlenem – często poniżej 85%.

Na podstawie szeregu danych z różnych lotnisk oraz przeprowadzonych badań pasażerów podzielono na trzy grupy ryzyka:

  1. Małym ryzykiem objęci są wszyscy pasażerowie podróżujący dłużej niż 5 godzin.
  2. Do grupy średniego ryzyka zalicza się osoby otyłe, powyżej 40. roku życia, mające niewydolność lub wadę serca, żylaki, chorujące na przewlekłą niewydolność głębokich naczyń żylnych, zażywające leki hormonalne, będące w ciąży lub połogu.
  3. Do grupy wysokiego ryzyka zaliczane są osoby z przebytą zakrzepicą żylną, obciążone genetycznie skłonnością do zaburzeń krzepnięcia krwi, chorujące na złośliwe nowotwory, posiadające w czasie podróży opatrunek gipsowy na kończynie dolnej, krótko po przebytym zabiegu chirurgicznym.

Ostatnio postuluje się, by linie lotnicze informowały swoich pasażerów o zagrożeniu związanym z długotrwałą podróżą. Jednocześnie zalecane jest, by podczas odprawy przed długotrwałą podróżą zadawać pytania pasażerom w celu ujawnienia ewentualnych obciążeń zdrowotnych mogących zwiększać ryzyko wystąpienia zatorowości żylnej.

Ponieważ jednak w ostatnim czasie profilaktyka antyterrorystyczna zdominowała kontrole przed odlotem, warto we własnym interesie zapamiętać kilka zaleceń i pilnie je stosować podczas dalekich podróży lotniczych:

  1. Często wykonywać ćwiczenia mięśni łydki, unosząc stopy na palcach.
  2. Unikać siedzenia z nogami założonymi na krzyż.
  3. Odbywać krótki “spacer” wzdłuż samolotu co godzinę.
  4. Pić dużo płynów podczas lotu
  5. Unikać spożywania napojów odwadniających, takich jak kawa czy alkohol.
  6. Nie zażywać przed i w czasie lotu leków odwadniających (moczopędnych).
  7. Ubrać się w luźny, nie uciskający strój.
  8. W uzasadnionych przypadkach zwiększających ryzyko zakrzepicy zażywać aspirynę, witaminę E, zakładać na podróż
  9. uciskowe podkolanówki, stosować pochodne heparyny (po konsultacji z lekarzem).
  10. Informować swojego lekarza o zamiarze długotrwałej podróży po zabiegu operacyjnym
  11. Szczególnie rozważnie brać pod uwagę czynniki ryzyka i odłożyć podróż, gdy istnieją uzasadnione powody zdrowotne takiej decyzji.

Czy zatem długotrwały lot samolotem jest bezpieczny? Czy świadomość istniejących zagrożeń nie odbierze nam przyjemności wynikających z dalekich podróży? Zapewne nie, ale warto brać pod uwagę przytoczone dane i wnioski, by cieszyć się zarówno z możliwości odwiedzania odległych zakątków naszego globu, jak i ze szczęśliwych powrotów do domu.

dr n. med. Jerzy Kolasiński